Region

Spór o działki na terenie WPKiW

Dla Mirosławy Barczak i trzystu innych osób ogrodowa sielanka skończyła się kilka lat temu, kiedy poproszono ich o opuszczenie działek znajdujących się na terenie Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. – Ja osobiście straciłam już wszelką nadzieję, bo jeżeli park założył, że tu ma powstać coś – na razie nie wiemy co, bo nie zostaliśmy poinformowani – to z pewnością te swoje założenia zrealizuje – uważa Barczak.

Działkowicze podpisali umowy z WPKiW 10 lat temu, bo do tamtej pory swoje ogródki uprawiali nielegalnie. – Park podpisał z nami umowy dzierżawy, bo chciał tę sprawę załatwić formalnie. Odnieśliśmy wtedy wrażenie, że ktoś wreszcie chce ostatecznie załatwić nasz status prawny na tym terenie – stwierdza Maria Janikowska, właścicielka ogródka działkowego na terenie parku.

Jednak kilka lat temu władze WPKiW postanowiły wypowiedzieć umowy dzierżawy. Dlatego od dwóch lat działkowicze nieustannie szukają pomocy w różnych miejscach. Ostatnio w prokuraturze. W piśmie do niej domagają się m.in. przeprowadzenia dochodzenia i poddania ocenie karno-prawnej postępowania władz WPKiW oraz wypłaty przez władze parku odszkodowania za grabież mienia zgodnie z wyceną.

Pomimo protestów, władze parku pozostają niewzruszone, bo inwestycja w miejscu, gdzie znajdują się działki jest już zaplanowana i w końcu musi ruszyć. – Na obrzeżach parku muszą powstać parkingi strategiczne, żeby samochody nie jeździły po parku. Tego domagają się ludzie. Parking ma być na 2 tysiące samochodów i jest teraz tak, że sto osób blokuje inwestycję dla kilku tysięcy – tłumaczy Anna Znamirowska, rzecznik prasowy WPKiW w Chorzowie.

Ciąg dalszy artykułu poniżej

Trudno się temu dziwić, skoro działkowicze, tak jak Jerzy Górny, w swoje ogródki zainwestowali nie raz po kilka tysięcy złotych. Teraz wiele z nich jest zdewastowana, bo wszystko zostało zniszczone przez złodziei. – Jest cała mafia, od małych po dorosłych. Tylko to zrobił park, że udostępnił działki złodziejom. Wycięli główne bramy, które użytkownicy sami sobie stawiali – podkreśla Górny.

Właściwie niemal codziennie na działkach pojawiają patrole policji, bo odkąd zniknęli działkowicze, pojawiły się nowe problemy. – Największą trudnością jest dla nas to, że teren jest nieogrodzony, łatwo dostępny. Każdy może tam wejść i wyjść będąc praktycznie niezauważonym – przyznaje nadkom. Piotr Sielecki z chorzowskiej policji. I nie ma co liczyć, że problem w końcu zniknie, bowiem dopóki budowa parkingów nie ruszy, na terenie ogródków nie będzie spokojnie.

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button