Fenomen amatorskich filmów w internecie

– Kiedy dla nas taki łamany angielski jest śmieszny? Wtedy, kiedy ktoś kto to odbiera zna chociaż jego podstawy – tłumaczy Piotr Kulas, socjolog z UŚ. A do tego jest Polakiem, którego co jak co, ale wpadki rodaka na obczyźnie cieszą jak mało kogo. – Żywotność takiego przekazu jest tym dłuższa im więcej elementów znaczących, im więcej skojarzeń taki przekaz w sobie zawiera – dodaje Kulas.
Forfiter – sympatyczny aligator – wziął szturmem serca i umysły użytkowników internetu. Szybko jednak wyszedł z wirtualnej rzeczywistości. Pewna firma najpierw zaadoptowała aligatora z warszawskiego zoo, a potem wypuściła na rynek serię charakterystycznych gadżetów. – Nazwaliśmy go “forfiter” zainspirowani jednym z najbardziej popularnych filmów w internecie. Pojawiły się oczywiście pomysły wykorzystania różnych tekstów nawiązujących do tego filmu, również na koszulki, na gadżety – mówi Rafał Dłużewski, Rubiko. Gadżety szybko znalazły nabywców i wiernych fanów. Na znanym portalu społecznościowym są ich już 22 tysiące. Swoją stronę ma też inny kultowy już tekst z internetu – “ale urwał”.
Co i kto dokładnie urwał – też nie do końca wiadomo. Ale to wcale nie przeszkadza “urywać”, szczególnie w szkole. – Pojawia się swoisty kod w tym pokoleniu, do którego należy się w sposób całkowicie racjonalny ustosunkować – mówi Krystian Kazimierczuk, nauczyciel historii.
W innym przypadku, jak mawia klasyk internetu – “nie będzie niczego”. Krzysztof Kononowicz to postać w sieci, z którą popularnością może rywalizować chyba jedynie tzw. “Cygan”. – Jestem bardzo wylewny, bo mnie boli. 500 zł renty za 35 lat pracy? Oszukali mnie, banda złodziei, polskich decydentów – mówi.
Nawet pobieżna obserwacja językowych zwyczajów Polaków w sytuacjach mniej oficjalnych daje “Forfitrowi” szansę na nieśmiertelność. – Dostrzegam, słyszę i nie rozumiem. Przewijają się takie słowa często i są to takie neologizmy. Brzmią fajnie, ogólnie – mówi Dominik Tokarski, właściciel pubu KATO.