Region

Niewidomi rowerzyści

Na pierwszy rzut oka to niemożliwe. – Ludzie reagują różnie. Często wyciągają telefony komórkowe i robią zdjęcia. Kiedyś nam się zdarzyło, że pewna pani grabie upuściła z rąk i patrzyła jak jedziemy – mówi Dorota Chmiel.

Chyba nie sposób się dziwić tym reakcjom bo widok niewidomych na rowerach należy do rzadkości. Jerzy Janas na rower sam nie wsiada od pięciu lat. – Na prawe oko w ogóle nie widzę, na lewe z pięciu metrów odczytuje tylko pierwszy i drugi rząd od góry na tablicy u okulisty – mówi Janas.

W jeździe na rowerze przeszkód nie widzi. Wystarczy mu dobry przewodnik, ustalone komendy i siła mięśni. – Trzeba się napracować aby ruchy były idealne. Jak nie, to grozi to wypadkiem. Przy starcie najgorsze jest, żeby rowerem nie zarzuciło. Trzeba mocno trzymać kierownicę – mówi Stefan Ratka.

No i po prostu dać się ponieść. Podobno w takich chwilach najważniejsze, żeby poczuć wiatr we włosach. – Chodzi też o samą psychikę. O to, żeby się nie bać – to jest najważniejsze. Czasami osoby mówią, że by się bały jechać z osobą niewidomą bo to jest odpowiedzialność – mówi  Magdalena Pawlica.

Ciąg dalszy artykułu poniżej

Wygrać walkę ze strachem najwidoczniej się da. Grupa śląskich niewidomych każdego dnia zamierza na rowerze przemierzyć kilkadziesiąt kilometrów. Przed nimi nie lada wyzwanie. Ponad czterystu-kilometrowy rajd po Mazurach. – Tandem jednoczy osoby pełnosprawne i niepełnosprawne. Jeśli mówimy o integracji to tu jest stu procentowa integracja – mówi Kornel Chmiel, prezes Koła Polskiego Związku Niewidomych w Mikołowie.

Również jak w życiu stu procentowe zaufanie, bez którego daleko się nie zajedzie.

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button