Panie do polityki!

Najważniejsza jest dobra strategia, ale i przekonanie, że aby wygrać – trzeba grać. – Będziemy uczyć je komunikacji, wizerunku. Będziemy w ogóle mówić im co to jest samorząd, jakie ma kompetencje i co mogą w tym samorządzie – wyjaśnia Halina Sobańska, Stowarzyszenie Aktywne Kobiety. W sosnowieckim samorządzie przez ostatnie cztery lata właściwie nie mogły nic. W tutejszej radzie w ostatnich wyborach mandatu nie zdobyła ani jedna kobieta. Czy ich brakuje? Na to pytanie radni odpowiadają zgodnie, z zasadą politycznej poprawności. – Brakuje ludzi kompetentnych. Myślę tu przede wszystkim o prawnikach i inżynierach, którzy byliby w stanie podjąć merytoryczną polemikę z urzędnikami – uważa Karol Winiarski, radny PO w Sosnowcu.
O to by mogły w niej uczestniczyć również panie będą się starać Kobiety Aktywne. Postanowiły zorganizować szkolenia, by pomóc wszystkim tym, które chcą kandydować do rad, a w przyszłości do parlamentu. – Najczęściej kobiety zajmowały miejsce piąte, ósme i te w dół. Były tak zwanymi ”paprotkami”. Zbierały głosy, a mandat zdobywał kto inny – oznajmia Halina Sobańska. Bo tak w Sejmie, ale i na przykład w Sejmiku Województwa Śląskiego można odnieść wrażenie, że czas się nieco zatrzymał. Do standardów przyjętych na zachodzie wciąż daleko, bo kobiet, które trzymają w polityce rękę na pulsie i włączają się do gry wciąż jest niewiele. – Jest to trudniejsze niż gra w szachy, bo ile ludzi tyle osobowości, tyle charakterów. Poza tym są jeszcze mieszkańcy, dla których my jesteśmy powołani. I to nie jest tak, że to jest łatwe – stwierdza Małgorzata Reczko, burmistrz Sławkowa.
Dlatego te, które do polityki włączają się aktywnie często twardo stąpają po ziemi i mają mocne, mimo wszystko męskie charaktery. – Muszą to być osoby silne, bo to w pewnym sensie jest taka trochę dżungla, gdzie trzeba czasem mocno rąbnąć w stół – tłumaczy Izabela Kloc, posłanka PiS. Owszem trzeba umieć ”rąbnąć w stół”, ale z gracją…