Minister dotrzymał słowa i przejechał na rowerze 180 km

– Starszy syn chciał jechać ze mną, ale ponieważ to sprawa honorowa to muszę ją załatwić honorowo sam – mówi Radosław Stępień, wiceminister infrastruktury.
Chodzi o zakład. Przegranym w tym przypadku jest wiceminister infrastruktury Radosław Stępień. Kilka miesięcy temu zadeklarował, że jeśli rząd nie zbuduje do połowy 2012 roku autostrady A1 ze Strykowa do Pyrzowic to pokona tę trasę rowerem. Już wiadomo, że rządowi się nie uda. Choć jeszcze w styczniu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapewniała, że całe 180 km autostrady będzie gotowe na Euro 2012. – Termin przed Euro 2012 udostępnienia tego odcinka autostrady jest terminem jak najbardziej realnym i wszystkie nasze działania zmierzają do tego, aby go urzeczywistnić – mówiła Dorota Marzyńska, GDKiA w Katowicach, wyp.arch.
Wyszło jak zwykle. I jak zwykle szybko znalazło się wytłumaczenie. – To, że drogi nie rozwija się z rolki, to że to nie jest trawnik, który na lekko ubitym podłożu można zrobić to każdy kto kiedykolwiek jakąś inwestycje prowadził wie – mówi Stępień.
Ta jak chyba żadna inna jest wyjątkowo pechowa. – Diagnoza jest nieco jeszcze bardziej pesymistyczna, mianowicie że tutaj się nie zakończy ta budowa choćby pod koniec 2013 roku bo my wejdziemy na pewno w scenariusz 2014 roku i potężnych problemów – mówi Jerzy Polaczek, były minister transportu.
Potężne problemy są z całą budową A1. Na odcinku Piekary Śląskie – Maciejów prace postępują – przynajmniej w dzień. W nocy oraz w dni wolne pracownicy jednej z firm kradli tam dolomit. Z kolei z budowy odcinka Świerklany-Gorzyczki został usunięty wykonawca, który najprawdopodobniej niedługo na niego wróci. – Należy tej autostradzie życzyć naprawdę jak najlepiej dlatego, że ona jest bardzo ważna. A1 jest główną autostradą, takim kręgosłupem naszego systemu autostrad do Gdańska – mówi prof. Kazimierz Kłosek, Politechnika Śląska.
Na razie jednak o tym autostradowym kręgosłupie kierowcy na Śląsku mogą jedynie pomarzyć. Minister wjechał w dzień i warunki też miał nie najlepsze. Tyle, że te pogodowe. Bo według niego z polskimi drogami nie jest wcale tak źle. – Jeszcze chwila cierpliwości, co się da oddamy na Euro, ale wszystko co zakontraktowaliśmy oddamy polskim kierowcom – mówi Stępień.
Pytać kiedy chyba już nie wypada.