W Pyrzowicach majstrowali przy skrzydle Boeinga [Zdjęcia]

Może się wydawać, że chcą go popsuć, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że robią wszystko, by Boeing latał wolniej niż potrafi. To jednak zabieg konieczny, bo po montażu tego elementu na końcu skrzydła zyskuje na mocy. Kabina pilotów, to miejsce, które tuż po tym, przeżyło największą metamorfozę. Komputer pokładowy został tak zaktualizowany, żeby pilot nigdy więcej nie mógł dodać tyle mocy ile przed remontem. – W momencie jeżeli te moce przelotowe zostały zachowane, to jest duże prawdopodobieństwo, że samolot przekroczyłby pewne prędkości, co skutkowałoby oderwaniem się skrzydeł – tłumaczy Tomasz Podleśny, inżynier lotniczy, LineTech. To winglet – skrzydełko, które zmniejsza opór całego skrzydła i pozwala maszynie na te same osiągi mniejszym kosztem. Konstrukcja – made in USA. Operacja trwa nawet do kilkunastu dni. – Na początku jest obciążająca finansowo, ale w długim czasie wydatki jeśli chodzi o mniejsze zużywanie paliwa, jak i o opłaty lotniskowe w dłuższym czasie operator zyskuje na tym – wyjaśnia Piotr Porowski, szef obsługi hangarowej, LineTech.
O kilka procent spalanego paliwa mniej. – Po wykonaniu obliczeń, po zaplanowaniu paliwa niezbędnego na daną trasę zakładającego wszystkie niezbędne rezerwy, w efekcie na każdy odcinek można zatankować kilkaset kilogramów mniej paliwa – mówi Paweł Wojda, dyrektor Portu Lotniczego w Pyrzowicach. Pyrzowicki montaż wingletów to pierwsza tego typu operacja w Polsce. Byłaby nie możliwa, gdyby nie oddany w lipcu do użytku nowoczesny hangar. – Dotychczas część takich operacji odbywała się poza granicami kraju w rożnych miejscach np. w Pradze, czy Paryżu. W zależności od tego, gdzie były dostępne odpowiednie hangary – informuje Leszek Budka, wiceprezes GTL S.A.
Zanim Boeing 737 polskich linii czarterowych Enter Air wzbije się w powietrze minie kilka dni. Po koniecznym wzmocnieniu konstrukcji skrzydła trzeba jeszcze uszczelnić zbiorniki paliwa. – Utrata paliwa podczas lotu, to jest taka najgroźniejsza rzecz. Natomiast pożar, to by musiał być łańcuch zdarzeń, żeby doszło do tego zagrożenia pożarowego – zaznacza Grzegorz Tkaczyk, inżynier lotniczy, LineTech.
Pasażer po takim remoncie nie będzie latał szybciej. Ale na pewno bezpiecznej i przyjemniej – teraz przez turbulencje, czy start będzie przechodzić się gładko.