Kurierzy na start – alleycat

Uliczne koty – cykliczna zmora wszystkich kierowców. Alleycat to nic innego jak wyścigi rowerowe. Ale nie jakieś tam zwykłe. To jazda na krawędzi ryzyka. Zdaniem jej uczestników tylko dla prawdziwych facetów.
– Trzeba jeździć, siada się na rower i się jeździ. Nie ma czegoś takiego, że pada. Są osoby – faceci, że pękają, ale nie ja, ja daje radę. Trzeba być twardym – Patrycja Gwizdała.
W takim jednak zestawieniu rodzi się pytanie, która to słaba płeć. Patrycja to prawdopodobnie jedyny kurier płci pięknej w naszym województwie. Na co dzień dowozi listy. Dziś bez przesyłki, zadebiutowała w trzecim już katowickim wyścigu kurierów.
– Jesteśmy kurierami byłymi lub ludźmi, którzy nigdy nimi nie będą, bo jest to praca ciężka i jakkolwiek zupełnie bezsensowna tak naprawdę. Jest niebezpieczna, mało płatna, kontuzjogenna, kurierzy zawsze chodzą głodni – informuje Teofil Pawłowski.
To właśnie oni alleycat wymyślili. W zawodach wystartować może każdy i tak za sprawą grupy zapaleńców alleycat trafił na Śląsk.
– Zobaczyliśmy filmiki i od tego się zaczęło? Zdecydowaliśmy, że zorganizujemy to w Katowicach, tak jak jest organizowane we Wrocławiu, Krakowie, Warszawie… – mówi Łukasz Madejczyk.
Bez względu jednak na miejsce i ilość drogowych przeszkód warunki pozostają niezmienne.
Skąd ty się k… urwałeś pajacu? Chyba nie masz zamiaru zapieprzać po moim mieście na tym rowerze? No dobra.. Masz tu listę miejsc i związanych z nimi rozkazów. Tylko nie daj się zabić frajerze…
Owe zadania czyli tak zwany manifest za każdym razem wygląda inaczej. Wygrywa ten kto wykona go pierwszy.
– Oczywiście warunkiem jest to też, żeby się poruszać dość szybko. Ogarnąć ogólnie jazdę po mieście w warunkach miejskich i w ruchu ulicznym – wyjaśnia Miłosz Grabara.
To może być dość niebezpieczne. Przepisy drogowe nie obowiązują. Ponadto większość uczestników wyścigu jeździ na tak zwanym ostrym kole. A tego zatrzymać nie sposób.
– Cały czas taki rower wymusza myślenie, trzeba non stop myśleć i być skoncentrowanym na jeździe, jak się na chwilę zapomni to rower zrzuci jak koń – mówi Marcin Toman.
Ale to dziwić raczej nie może. Droga do sukcesu prowadzi przecież wąskimi ścieżkami.