Metropolish w chorzowskim Teatrze Rozrywki

Do tego, co stworzyli nie pasuje ani słowo teatr, ani musical. Dlatego to, co robią traktują jako zupełnie nową formę nazwaną przez reżysera Jarosława Stańka – telesocjostory.
Metropolish wyruszyło właśnie w tournee po kraju. Przedsięwzięcie ma niezwykły rozmach. Na scenie wystąpi sześćdziesięciu wykonawców – i to nieanonimowych.
To właśnie doświadczenie medialne białostockich tancerzy z grupy Fair Play Crew było inspiracją do powstania tej historii. – Powstała historia w dużej mierze abstrakcyjna, a w dużej mierze prawdziwa, ja nie chcę tutaj zdradzać, jaki jest finał tej historii, ona się toczy bardzo abstrakcyjnym torem, a potem się okazuje, że jednak dotyczy rzeczy, które są wszystkim młodym ludziom bardzo bliskie – tłumaczy Mirka Szawińska, autorka tekstów piosenek. Jak samotność, zagubienie czy przerażenie w świecie pełnym egoizmu. Wszystko to opowiedziane za pomocą muzyki i tańca.
Jak mówią tancerze, spektakl do łatwych w odbiorze nie należy. – Sądzę, że obejrzenie tego spektaklu raz nie wystarcza. Ja sama, gdybym była widzem, sądzę, że musiałabym spektakl obejrzeć dwa razy. Natomiast tak udało nam się stworzyć coś nowego, świeżego i fajnego – mówi Natalia Madejczyk, tancerka
Przekonane są o tym władze Białegostoku, które spektakl wykorzystują jako formę promocji miasta. Bo w tym mieście tańczy każdy – bez wyjątku. – Ja miałem w przedszkolu taką gimnastykę, no i strasznie mi się nie chciało na to coś chodzić, ale moja mama mówiła, że jednak muszę chodzić i mnie zapisała – przyznaje Mateusz Bortiniszuk, który tańczy do trzech lat.
Dlatego dziś Białystok kojarzy się jako zagłębie tańca. I to dobrego tańca. – We wszystkich tych programach pojawiali się ludzie z Białegostoku, wygrywali, zajmowali wysokie miejsca. Inicjatywa pojawiła się od tancerzy i od Jarka, a my jak znaleźliśmy środki i ruszyliśmy z kampanią to bardzo mile widzieliśmy ich razem z nami – stwierdza Monika Kamińska z białostockiego magistratu.
Niebawem może być jeszcze milej. Bo twórcy “Metropolish” po występach w kraju chcą ze spektaklem wyjechać za granicę. – W planach mamy między innymi Nowy Jork, Edynburg, Berlin – wymienia Wojciech Blaszko, członek Fair Play Crew i asystent reżysera. Podkreślają w planach. Bo życie bywa jak ta sztuka – gorzką opowieścią o zniszczonych marzeniach i utracie złudzeń.