Miesiącami czekali na decyzje urzędników

Do wielu domów nie ma już po co wracać. Bo w Lesznej Górnej ziemia wciąż się osuwa. Jak mówią mieszkańcy znacznie szybciej niż działają władze. – To, co wyprawiają urzędnicy, to jest po prostu skandal i wstyd, żeby od maja, nic nie dać i nas, biednych ludzi tak zostawiać. Nic tylko zmieniają ustawy i kombinują – oburza się Jan Słowiak, mieszkaniec Lesznej Górnej.
W Lesznej Górnej, Milówce i Międzybrodziu Bialskim przez osuwiska kilkuset mieszkańców musiało opuścić swoje domy. Najpierw przez kilka miesięcy ziemi bacznie przyglądali się geolodzy, potem urzędnicy. – Wszystko wyłączyli spod zabudowy, a skoro to teren osuwiskowy to ziemia straciła też na wartości – mówi Adam Braszczak, mieszkaniec Lesznej Górnej.
– Niestety, mieszkańcy tych terenów nie mogą odbudowywać swoich domów bez uzyskania stosownej decyzji – przyznaje Andrzej Szczeponek ze Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Zbigniew Wacławik, wójt Goleszowa nie pozostawia złudzeń. Ziemia wciąż pracuje i taka decyzja była konieczna. – Zostały przeprowadzone wstępne badania i wynika z nich, że nadal istnieje takie zagrożenie – tłumaczy.
Zagrożenie istnieje też na Górze Żar, tyle tylko, że nic nie wskazuje na to, by właściciele ponad 100 domów letniskowych mogli tu wrócić i dostać odszkodowania. – To oczywiste, że taka gmina jak nasza, o tak małym budżecie nie jest wstanie pokryć takich roszczeń – stwierdza Adam Kos, wójt Czernichowa.
Uznanie terenu jako osuwiska cieszy zapewne w Milówce. Ze zbocza góry Prusów dwa miesiące temu ewakuowano dziewięć osób. Z ich dobytku niemal nic nie zostało. W odbudowie domów chce ich wesprzeć Fundacja Braci Golec, która w niedzielę organizuje koncert dla poszkodowanych. – Przygotowujemy specjalny repertuar na ten koncert, żeby dla górali było po góralsku i w duchu góralskim – mówi Łukasz Golec, muzyk.