Region

Niechciane sąsiedztwo azylu dla zwierząt

W tarnogórskim “Cichym Kącie” ratuje się życie najbardziej skrzywdzonym przez los zwierzętom. Teraz jednak schronisko czeka przeprowadzka. Sąsiadujące z obecną siedzibą azylu działki zostały sprzedane pod zabudowę, dlatego zgodnie z prawem władze miasta muszą go przenieść w inne miejsce. Wolontariuszom zaproponowały dzielnicę Rybna. Na to nie chcą się zgodzić jej mieszkańcy. – Jedna perfumeria jest z jednej strony, a druga będzie teraz z drugiej strony – denerwuje się Stanisław Trela, mieszkaniec dzielnicy Rybna.

Uciążliwe sąsiedztwo wysypiska od lat daje się we znaki mieszkańcom Rybnej. Dlatego nawet nie chcą słyszeć, by w ich sąsiedztwie powstał jeszcze azyl dla niechcianych zwierząt. – Jeśli chcą chore psy, to można ten problem inaczej rozwiązać, przecież żubry są pod ochroną i żubry się likwiduje, jak jest stado wilków to też się likwiduje. Dlaczego więc taki nakład dawać na chore psy? – dziwi się Aldona Kubanek, mieszkanka dzielnicy Rybna.

Siłą i zaciętością protestu zaskoczona jest Anna Walczakowska, założycielka “Cichego Kąta”. Kiedy chciała pokazać protestującym schronisko, z jej zaproszenia skorzystały zaledwie dwie osoby. – My nie chcemy zrobić mieszkańcom na złość, bo się wybudujemy, ale chcemy zrobić to razem. Nie można tworzyć czegoś fajnego w takiej atmosferze – stwierdza.

Nie pomaga nawet fakt, że schronisko nie przeszkadza obecnym sąsiadom. – Mnie to schronisko w ogóle nie przeszkadza, sama mam daw psy i kota – zapewnia Bożena Czychel, która mieszka w sąsiedztwie azylu od 10 lat.

Ciąg dalszy artykułu poniżej

Atmosfery nie studzą też lokalne władze, bo ich zdaniem dzielnica Rybna to idealna lokalizacja. Dlatego niewiele wskazuje na to, że urzędnicy zmienią zdanie. – To miejsce jako jedyne z analizowanych posiadanych przez gminę nieruchomości spełnia prawnie określone warunki. Rozporządzenie mówi bowiem, że do najbliższych zabudowań ma być minimum 150 metrów, a tutaj mamy ich 650 – wyjaśnia Piotr Skrabaczewski, zastępca burmistrza Tarnowskich Gór.

Jednak protestujący są nieustępliwi, a sytuacja zdaje się być patowa. – Mam wrażenie, że jest to protest dla samego protestu, a nasze wszelkie próby przekonania mieszkańców czy nawiązania dialogu, odbijają się szerokim echem – twierdzi Marcelina Choroba ze Społecznego Azylu dla Psów i Kotów w Tarnowskich Górach.

Echa tego sprzeciwu docierają już do wielu instytucji, w których protestujący szukają wsparcia. Bez odpowiedniej mediacji, spór raczej nie zaowocuje porozumieniem.

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button