Po powodzi

Woda zabrała niektórym cały dorobek życia. Widać to gołym okiem, ale ubezpieczyciel wydaje się być ślepy. – Ile trzeba mieć wody, żeby zakwalifikować się jako powodzianin? – pyta Jerzy Kowalski. Okazało się, że metr to za mało. Mimo, że gdy woda stała Jerzy Kowalski podstawową pomoc dla powodzianin otrzymał. – Dostaliśmy oczywiście mydło, ręcznik, makaron, był tam jeszcze ryż – mówi. Na tym się skończyło. Wymiana pism z ubezpieczycielem i urzędem gminy od miesiąca nie przynosi efektów. – Odszkodowanie się nie należy. Co mamy robić? Biedować chyba. Mówił premier Tusk, że wszystkim powodzianom pomoc się należy. I wierz tu człowieku – mówi Kowalski.
Uwierzył Mirosław Pieczek – ubezpieczycielowi, gdy zawierał umowę. Na pierwszy rzut oka wielkość szkód w gospodarstwie Pieczka nie jest znowu aż tak duża. Ubezpieczycielowi łatwo było więc odmówić przyznania odszkodowania. Problemy zaczynają się wewnątrz bo po powodzi podłoga po prostu się zapadła. – Najgorsze jest to, że myślą, że da się tu mieszkać i nie widzieć tych strat, wdłg. ubezpieczyciela wszystko jest w porządku. Wygląda to tak, że idzie jesień, idzie chłód i problem polega na tym, że nie mam ogrzewania w domu – mówi Mirosław Pieczek, poszkodowany w powodzi.
O pieniądze od miesięcy upominają się właściwie codziennie tysiące osób w całym kraju. Tylko do czterech największych ubezpieczycieli w kraju zgłoszono w sumie ponad 150 tysięcy szkód. Na pomoc z niecierpliwością czekają również samorządy. Przychodzą z nią kolejne instytucje tak jak Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, który w kolejnych latach chce rozdać ponad 60 milionów złotych. – Zawarliśmy porozumienie z Narodowym Funduszem co do podziału kto co finansuje. Tak żeby w sprawny sposób móc przekazać pomoc samorządom, a samorządy inwentaryzują i przygotowują dokumentację – mówi Gabriela Lenartowicz, Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w Katowicach.
By pomoc szybko się nie wyczerpała trzeba środki dobrze podzielić. Tak by strumień pieniędzy tych rządowych i z instytucji nie trafiał na te same cele. – Chcemy aby każda złotówka, która może być przeznaczona na odbudowę była wykorzystana. Aby nie okazało się po jakimś czasie, że zostają nam jakieś pieniądze – mówi Adam Matusiewicz, wicewojewoda śląski.
Dobrze byłoby, gdyby do urzędników dotarły szybciej niż woda podczas powodzi do domów poszkodowanych.