Wuwuzela czy związkowa tuba?

To już nawet nie międzynarodowy, ale międzykontynentalny konflikt – kto i gdzie był pierwszy: ci w Afryce – wuwuzele, czy może ci w Polsce – związkowe tuby.
– Myślę, że Solidarność i związki zawodowe były pierwsze, a nie kibice na mistrzostwach świata – oświadczył Sławomir Ciebiera, wiceprzewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej “Solidarności”.
Ten międzynarodowy konflikt o plastikową trąbkę szybko nabrał lokalnego charakteru, w którym coś do powiedzenia mają też inni związkowcy.
– Śmiem twierdzić, że prekursorami byli Indianie – używali tub do porozumiewania się między sobą. Sądzę, że żaden z działaczy Solidarności nie jest Indianinem – stwierdza Zenon Zembrzuski, przewodniczący “Sierpnia ’80” w KWK Murcki.
Zdobycz wojenna zawsze jest spora – nawet kiedy swój swego łupi. Na tysiące.
– Ten boom, który można powiedzieć zaczął się na wuwuzele w związku z mistrzostwami, to jest coś, co my już mamy za sobą. Dla nas to jest normalny związkowy gadżet – mówi Wojciech Gumułka, Śląsko-Dąbrowska “Solidarność”.
Gadżet, który manifestacji czy pikiecie siły zawsze dodaje. Może dlatego z trzydziestoletniego związkowego doświadczenia Polaków żal byłoby nie skorzystać. Aż do bólu.
Na wuwuzele nałożono jednak związkową blokadę. Z żalem, ale jednak pozostali muszą teraz szukać nowego i najlepiej nie mniej skutecznego narzędzia.
– Prawdą jest, że my umiemy myśleć i wymyślimy coś innego. Do tej pory te trąbki były najgłośniejsze,najbardziej się sprawdzały, najwięcej hałasu robiły – informuje Marek Gaik, Związek Zawodowy Górników.
Sto trzydzieści decybeli, których prawdziwą siłę rażenia trudno jest ocenić.