Złodziejski peleton w Tychach

Wspinaczkę po balkonach można uznać za ekstremalny sposób na dostanie się do domu. Jednak w Tychach to przede wszystkim sposób na zarobek. By ukraść rower, złodzieje wdrapują się nawet na czwarte piętro. Schodzą też do piwnic. Kradną nawet w miejscach publicznych. – Poszedłem do sklepu na zakupy, trwało to jakieś 10-15 minut, kiedy wyszedłem z zakupami roweru już nie było – mówi Dariusz Caputa, mieszkaniec Tychów.
Cena dobrego roweru zaczyna się od 1500 zł. Nie pomagają żadne zabezpieczenia, właściwie z każdym złodzieje radzą sobie bez większych problemów. Wystarczy zaledwie minuta lub dwie, by stracić sprzęt.
Takie zabezpieczenie to nie problem, z solidniejszym złodzieje też sobie poradzą. – Tak naprawdę żadne zabezpieczenie nie gwarantuje nam, że nie ukradną nam roweru. Jedynym zabezpieczeniem, które nam może pomóc, jest potraktowanie naszego roweru jak członka rodziny i trzymanie go po prostu w domu – przyznaje Anna Bułat-Ługowska, sprzedawca rowerów.
Wydaje się, że najskuteczniejszą bronią walki ze złodziejami jest czujne oko. – Jeżeli już pozostawiamy ten rower powiedzmy pod sklepem, to niestety trzeba by było kogoś poprosić, aby popilnował tego roweru – stwierdza asp. sztab. Jacek Ptak z KMP w Tychach.
Gdy jednak złodziej i tak dopnie swego, to odnalezienie dwóch kółek graniczy z cudem, bo jak udowodnić komuś, że jedzie na nie swoim rowerze. – Wydaje mi się, że dobrym rozwiązaniem byłoby znakowanie rowerów, na przykład poprzez nadanie im dowodów tożsamości no i odpowiednie kontrole – uważa Michał Kasperczyk z Tyskiego Stowarzyszenia Rowerowego. A samo słowo “kontrola” już brzmi groźnie, choć chyba nie na tyle by wystraszyć złodzieja.
Podsumowując : Rower należy traktować jak członka rodziny – wyrobić mu dowód tożsamości, najlepiej znaleźć miejsce w sypialni i… mieć nadzieję, że mimo wszystko nikt go nie ukradnie.